blog

Mercado da baixa

2705.2018
Mercado da baixa
title wydrukuj

Dobre wiatry zagnały nas ponownie do Lizbony. Dobre, bo przecież złe wiatry do Lizbony nie gnają. Złe wiatry mogą zagnać na Kołymę w lutym. Do Lizbony nas zagnały w maju, a więc dobre musiały być. W tej właśnie Lizbonie trafiliśmy na mały, ale bardzo dobrze zaopatrzony rynek z lokalnymi specjalnościami. A ponieważ tego typu miejsca nieodmiennie przyciągają nas jak dojrzała gruszka osy, spędziliśmy tam trochę czasu próbując tego i owego. 

A były tam czego próbować. Pięknie prezentowało się stoisko z miejscową Sangrią, sprzedawaną tu w wielkich słojach

 

Kusiło także stoiska z lokalnymi konfiturami, które pyszne był, choć nie tak pyszne jak nasze spiżarniane

Na ciężką próbę wystawiały nas lokalne wypieki i ciasteczka

Ale równie wspaniale prezentowały się (i pachniały w słońcu) stoiska z owocami

Ale musimy prznać, że najbardziej rozczulił nas widok świeżych gruntowych pomidorów, na które u nas jeszcze musimy poczekać. Z okazji tej więc skorzystaliśmy skwapliwie.